Tak, dobrze czytasz.
3000. Razy. Więcej.
Wszystko zaczęło się w grudniu, kiedy umówiłam się sama ze sobą, że przez rok będę robić to samo, aż stanę się w tym naprawdę dobra.
Mam talent Maksymalisty w Gallupie na 1 miejscu.
Kto zna to narzędzie, wie, że to czasem bardziej przekleństwo niż dar.
Maksymalista chce ciągle ulepszać, dodawać, podnosić poprzeczkę. Zrób kurs, stwórz e-booka, zorganizuj mentoring, dodaj produkt, postaw sklep online itd.
A moim jedynym zadaniem było znalezienie swojej własnej strategii na sprzedaż jednego produktu, czyli mojego procesu coachingowego.
Od początku miałam ten sam produkt.
I taką samą pewność, że jest dobry, bo przerobiłam go wcześniej na sobie, doświadczyłam jego skutków, czyli dowiedziałam się, co chcę robić i jak mam to osiągnąć, a później certyfikowałam się jako coach w metodologii tego procesu, żeby pokazać go innym.
Odpaliłam działalność w grudniu, rzuciłam pracę, a w lutym… zarobiłam 7 zł.
Miałam jeden sprzedany proces, a to, co zarobiłam zainwestowałam w swój mentoring. I zostało mi 7 zł na koncie.
Nie stać mnie było nawet na masło do kanapek.
Jak się czułam?
Fatalnie.
Płakałam, byłam zła. Zastanawiałam się, co robię źle.
Poszłam na swój grupowy mentoring (w końcu już za niego zapłaciłam, więc wypadałoby tam wpaść i skorzystać mimo kiepskiego samopoczucia).
Pojawiłam się i usłyszałam zdanie, które mnie wryło.
– No i bardzo dobrze! – powiedziała moja mentorka. – Dzięki temu będziesz miała jeszcze większą motywację. Rób dalej to, co robisz. Jest czas siania i czas zbierania.
To poszłam siać.
Dzisiaj wiem, że w lutym nie miałam szans zarobić więcej.
Sprawdzałam wtedy różne wersje oferty, sposoby komunikacji, kanały dotarcia. Nie miałam jeszcze wiedzy ani doświadczenia w sprzedaży. Miałam pomysły.
Niektóre pomysły zadziałały (występowanie na wydarzeniach, networkingi).
Większość nie (kręcenie rolek jak szalona, publikowanie o różnych porach dnia i czekanie na odzew).
Ale to właśnie z tych „nietrafionych” wyciągnęłam najlepsze wnioski.
Dzięki nim mogłam w marcu przeanalizować swoje lejki sprzedażowe i zacząć powielać to, co już działało.
Zaczęłam więcej bywać na wydarzeniach, przemawiać, pokazywać się. Tam, gdzie ktoś miał okazję zobaczyć mnie w akcji, miał większą ochotę na dalszą współpracę ze mną później.
Przestałam też wkładać czas i energię w coś, co nie przynosiło mi efektów. Nie ustawiam płatnych reklam, działam na zasięgach organicznych.
Lipiec, kiedy zamiast 7 złotych na moim koncie pojawiło się 20 tysięcy, był więc naturalną konsekwencją moich działań pod kątem finansowym.
Przełamałam swój schemat najlepszej uczennicy. Przestałam robić to, co jest ode mnie wymagane i zaczęłam wymagać sama od siebie robienia więcej tego, co mi sprawia przyjemność i radość.
I z czego czerpię ogromną satysfakcję 🌹


